Rada Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła – zgodnie z przewidywaniami, majowe posiedzenie przyniosło cięcie stóp procentowych o 50 punktów bazowych. To pierwszy ruch od października 2023 roku, a więc po 581 dniach stabilizacji.
Jednak pomimo tego symbolicznego kroku, trudno mówić o rozpoczęciu nowego cyklu łagodzenia polityki monetarnej. Wręcz przeciwnie – ton wypowiedzi prezesa Adama Glapińskiego jasno sugeruje, że kolejna decyzja może zapaść dopiero po wakacjach.
„Dostosowanie”, nie „cykl”
Wypowiedzi prezesa NBP z konferencji prasowej rozwiały wątpliwości co do charakteru majowej decyzji – nie była to zapowiedź serii obniżek, a jednorazowe „dostosowanie” poziomu stóp do aktualnych warunków gospodarczych. Te warunki to przede wszystkim inflacja schodząca poniżej prognozowanej ścieżki, wyraźne hamowanie dynamiki płac, pogarszająca się sytuacja na rynku pracy i niższy od oczekiwań wzrost PKB w pierwszym kwartale. Wszystko to tworzyło przestrzeń do luzowania – ale na razie w ograniczonym zakresie.
NBP prognozuje inflację na poziomie 3,4% w III kwartale i potwierdza, że wzrost gospodarczy w I kwartale był niższy niż w IV kwartale 2024 roku – z czym analitycy się zgadzają. Jednak powracające ryzyka inflacyjne – jak niepewność co do cen energii, tempo odbicia gospodarczego czy presja płacowa – sugerują ostrożność w dalszych decyzjach.
Czerwiec nie przyniesie zmian
Słowa prezesa Glapińskiego jasno wskazują, że czerwcowe posiedzenie RPP nie przyniesie kolejnej obniżki. Nawet ci bardziej „gołębi” członkowie Rady skłaniają się ku lipcowi jako potencjalnemu terminowi kolejnego cięcia, opierając się na aktualizacji projekcji makroekonomicznych. Z kolei bardziej sceptyczni członkowie RPP wolą poczekać aż do jesieni, by mieć pełniejszy obraz sytuacji.
Oznacza to, że droga do niższych stóp staje się trudniejsza. Obniżka w czerwcu? Raczej nie. Potrzebne byłyby naprawdę silne i pozytywne niespodzianki w danych makroekonomicznych, by poprzeczka została przeskoczona.
Jednorazowe 50 pb – i koniec zaskoczeń?
Majowe cięcie stóp o 50 pb było prawdopodobnie wyjątkiem. Kolejne ruchy – o ile nastąpią – będą już prowadzone w bardziej standardowym rytmie: 25 pb na posiedzenie. Wtedy też zaczniemy mówić o faktycznym cyklu łagodzenia, a nie tylko korekcie jednorazowej.
Ciekawym akcentem konferencji była zapowiedź zajęcia się stopą rezerwy obowiązkowej – tematem rzadko goszczącym w medialnych analizach, ale mającym realne przełożenie na płynność w sektorze bankowym. Ewentualna obniżka tej stopy w czerwcu byłaby alternatywnym narzędziem wspierania łagodniejszej polityki pieniężnej – bez ruszania głównych stóp.
Prognozy bez większych zmian
Choć rozkład cięć w czasie ulega korektom, scenariusz bazowy wielu analityków pozostaje niezmieniony – w 2025 roku łączna skala obniżek może sięgnąć 100 pb. Przy utrzymaniu tempa 25 pb co kilka miesięcy, stopa referencyjna miałaby osiągnąć poziom 3,5% pod koniec przyszłego roku.
Droga ta będzie wyboista – nie tylko przez niepewność makroekonomiczną, ale również przez wewnętrzne podziały w RPP. Jednak kierunek, mimo chwilowego powrotu gołębi do gołębnika, wciąż wydaje się być spadkowy. Pytanie tylko, kiedy znów rozwiną skrzydła.









