Analiza sektora bankowego: mieszkaniówka stabilizuje się, firmy wracają po inwestycyjne finansowanie, a fiskus rozkręca spiralę pieniądza
Kwietniowe dane z realnej gospodarki, choć z pozoru chłodne, nie powinny przesłaniać pierwszych symptomów poprawy sytuacji – i to w miejscu, gdzie koniunktura odbija zazwyczaj jako pierwsza: na rynku kredytowym. Po słabym początku roku, kiedy inwestycje hamowały, a przemysł tracił impet, najnowsze odczyty monetarne przynoszą nadzieję na wyraźniejsze ożywienie jeszcze w 2025 roku
Kredyty hipoteczne łapią oddech
Zacznijmy od kredytów mieszkaniowych – to właśnie tu widać pierwszą stabilizację po miesiącach spadków. Dynamika złotowych hipotek, która jeszcze jesienią zeszłego roku wynosiła 9,5% r/r, a w marcu spadła do 6,5%, w kwietniu nie pogłębiła już spadków i utrzymała się na tym samym poziomie. To sygnał, że dno zostało osiągnięte.
W świetle nadchodzącej fali obniżek stóp procentowych oraz rosnącej aktywności na rynku pierwotnym, spodziewane jest dalsze odbicie – dane z BIK za marzec pokazały rekordowe 7,7 mld PLN nowo udzielonych hipotek w miesiącu. Zdaniem analityków Pekao, wzrost rzędu 9,8% r/r w całym 2025 roku wydaje się w tym momencie nie tylko realny, ale wręcz niezagrożony.
Konsumpcja nie zwalnia tempa
Oprócz hipotek, kredyty konsumpcyjne także pokazują oznaki siły. W kwietniu ich dynamika sięgnęła 6,1% r/r – to najwyższy wynik od czasu pandemii. Motorami wzrostu są stabilny rynek pracy oraz rosnąca gotowość Polaków do wydawania pieniędzy. Silna konsumpcja to klasyczny sygnał nadchodzącego cyklu wzrostowego.
Firmy wracają po kredyt inwestycyjny
Po stronie firm pierwsze symptomy odbicia inwestycyjnego również stały się widoczne. Choć początek roku przyniósł spowolnienie tempa wzrostu kredytów inwestycyjnych z 5,2% do 4,0% r/r, w kwietniu wskaźnik ten odbił do 4,4% r/r. To może być początek szerszego trendu.
Eksperci prognozują, że w 2025 roku dynamika kredytów inwestycyjnych osiągnie 7,5% r/r, a już rok później – w odpowiedzi na impuls inwestycyjny z KPO – może przebić granicę dwucyfrową. Zwłaszcza że środki z Krajowego Planu Odbudowy wreszcie zaczynają płynąć – z 270 mld PLN przeznaczonych na inwestycje, zakontraktowano już 100 mld.
Rządowy impuls fiskalny – potężny, ale ryzykowny
Na szczególną uwagę zasługują też dane o kreacji pieniądza. W kwietniu dynamika agregatu M3 wzrosła do 10,4% r/r, zaskakując in plus analityków. Największy wkład w ten wynik miały rządowe instytucje centralne – aż 5 p.p. pochodziło z ich zobowiązań, co stanowi najwyższą kontrybucję od lutego 2021 r.
To efekt wysokiego deficytu i zwiększonej emisji obligacji skarbowych na rynku krajowym. Choć taka polityka podtrzymuje płynność w systemie i może wspierać koniunkturę w krótkim terminie, niesie ze sobą istotne ryzyko. Jeśli inflacja wróci – np. wskutek globalnych napięć lub zmian w polityce handlowej USA – bank centralny może być zmuszony do podwyżek stóp. Wówczas mocno obciążone obligacjami bilanse banków mogą ulec zachwianiu, ograniczając zdolność sektora do dalszego kredytowania.
Wnioski
Rynek kredytowy to często pierwszy segment gospodarki, który wysyła sygnały zmiany trendu – i dziś ten sygnał jest wyraźnie pozytywny. Hipoteki stabilizują się, konsumpcja przyspiesza, a inwestycje firmowe wracają do gry. Choć droga do pełnego odbicia gospodarczego może być jeszcze długa i kręta, to właśnie sektor bankowy – z całym swoim potencjałem i wrażliwością – może być pierwszym zwiastunem lepszych czasów. Jeśli fiskalna ekspansja nie przekroczy granic ostrożności, a NBP nie zostanie zmuszony do niepopularnych decyzji, Polska gospodarka może wejść w 2026 rok z nową siłą.









