Jeszcze niedawno „Pierwsze klucze” miały stać się realną szansą dla tysięcy młodych Polaków marzących o własnym kącie. Dziś program pozostaje jedynie niezrealizowaną ideą na papierze – jak wiele poprzednich prób państwowego wsparcia dla rynku mieszkaniowego.
W obliczu nowych priorytetów Ministerstwa Rozwoju i Technologii rząd nie tylko rezygnuje z wdrożenia „Pierwszych kluczy”, ale definitywnie kończy z wszelkimi programami popytowymi, które miałyby ułatwiać zakup nieruchomości. To decyzja, która zmienia architekturę polityki mieszkaniowej w Polsce.
Koniec złudzeń. Rząd wycofuje się z pomysłów wspierających kupujących
– „Bezpieczny kredyt 2 proc. zabił wszelkie programy popytowe. Jeśli ktoś liczy, że powstanie nowy program, to nie powinien się łudzić” – mówi bez ogródek Tomasz Lewandowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii. Słowa wypowiedziane podczas prestiżowego Forum Rynku Nieruchomości nie pozostawiają wątpliwości: epoka wspierania kupujących przez państwo dobiegła końca.
Co to oznacza w praktyce? Rząd nie pracuje nad żadnym nowym mechanizmem wsparcia zakupu mieszkań, a projekt „Pierwsze klucze”, który jeszcze kilka miesięcy temu zapowiadano jako przełom, trafi prawdopodobnie do kosza. – „Są apele, by wycofać ten program z wykazu prac. I zapewne tak się stanie. Nad nowym nikt nawet nie pracuje” – podkreślił Lewandowski.
Program, który miał naprawić błędy poprzedników
„Pierwsze klucze” były częścią szerzej zakrojonego planu „Klucz do mieszkania” – pakietu, który miał uporządkować, a zarazem zreformować politykę mieszkaniową państwa. Część popytowa – czyli właśnie „Pierwsze klucze” – miała być skierowana wyłącznie do osób, które nigdy wcześniej nie posiadały własnego lokalu, a ich dochody nie przekraczały ustalonych progów.
Program zakładał wsparcie zakupu mieszkań wyłącznie z rynku wtórnego, przy określonym limicie cenowym: do 10 tys. zł za metr kwadratowy w większości kraju oraz do 11 tys. zł w największych miastach – Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu. Gminy miały możliwość dodatkowego podniesienia tego pułapu. System był pomyślany jako precyzyjny, selektywny i odporny na spekulacje – w przeciwieństwie do głośnego, a jednocześnie krytykowanego programu „Bezpieczny kredyt 2 proc.”, który rozgrzał rynek i doprowadził do dynamicznych wzrostów cen.
Nowy kierunek: wynajem, budownictwo społeczne, bez ingerencji w ceny
Zmiana narracji rządowej jest wyraźna. Państwo nie zamierza już ingerować w rynek mieszkaniowy od strony popytu. Zamiast tego Ministerstwo Rozwoju i Technologii przerzuca ciężar na stronę podażową – głównie przez rozwój sektora wynajmu oraz budownictwa komunalnego i społecznego.
Już w tym roku do 2,5 mld zł ma trafić na dofinansowanie inwestycji samorządowych, remonty zasobów komunalnych i wsparcie TBS-ów oraz SIM-ów. Trwają też prace nad nową ustawą o finansowaniu budownictwa społecznego. Rząd chce, by mieszkania wynajmowane na zasadach preferencyjnych były odpowiedzią na potrzeby mieszkaniowe Polaków.
Ciekawostką pozostaje zapomniany komponent programu „Inwestycje Pierwsze Klucze”, który jako jedyny dopuszczał wsparcie dla mieszkań z rynku pierwotnego – ale wyłącznie tych sprzedawanych przez TBS-y i spółdzielnie mieszkaniowe. Wprowadzenie maksymalnej marży na poziomie 25 proc. miało zabezpieczyć przed windowaniem cen. Dziś jednak również ta część projektu wydaje się martwa.
Komentarz: Polityczna kapitulacja czy racjonalna decyzja?
Z punktu widzenia osób poszukujących pierwszego mieszkania decyzja o rezygnacji z programu „Pierwsze klucze” to wiadomość rozczarowująca, jeśli nie dramatyczna. W obliczu wysokich cen nieruchomości i rosnących kosztów życia wielu Polaków – szczególnie młodych – traci ostatnią nadzieję na państwową pomoc.
Z drugiej strony, można mówić o próbie wyciągnięcia wniosków z przeszłości. „Bezpieczny kredyt 2 proc.”, mimo że krótkoterminowo zwiększył dostępność finansowania, doprowadził do wzrostu cen mieszkań i wypchnął z rynku wielu mniej zamożnych nabywców. W efekcie wsparcie trafiło do tych, którzy i tak mieli zdolność kredytową – a nie do najbardziej potrzebujących.
Rezygnacja z mechanizmów popytowych może być więc próbą odwrócenia niekorzystnych trendów. Ale czy bez aktywnego wsparcia państwa rynek poradzi sobie z rosnącym deficytem mieszkań i spadającą dostępnością? To pytanie, na które odpowiedź poznamy dopiero za kilka lat.









