Choć w ostatnich dniach światowe rynki finansowe z niepokojem obserwowały rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie, polska Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na krok, który jeszcze niedawno wydawał się niemal przesądzony.
W środę RPP obniżyła stopy procentowe o 0,25 pkt proc., kontynuując rozpoczęty wcześniej cykl łagodzenia polityki pieniężnej.
Decyzja zapadła w wyjątkowo napiętym momencie. Jeszcze na początku lutego większość ekonomistów była przekonana, że obniżka w marcu jest tylko formalnością. Inflacja wyraźnie spadała, a sygnały płynące z Narodowego Banku Polskiego sugerowały gotowość do dalszego luzowania polityki monetarnej. Prezes NBP Adam Glapiński już miesiąc wcześniej wskazywał, że widzi przestrzeń do redukcji kosztu pieniądza.
Sytuację zmieniły jednak wydarzenia z ostatniego weekendu lutego. Wspólny atak USA i Izraela na Iran wywołał gwałtowne napięcia geopolityczne, które natychmiast przełożyły się na rynki surowców. W ciągu kilku dni ceny ropy i gazu wystrzeliły w górę, pojawiły się również informacje o atakach na tankowce w strategicznej Cieśninie Ormuz oraz o wstrzymaniu przetwarzania gazu w Katarze.
W efekcie część ekonomistów zaczęła wątpić, czy RPP zdecyduje się na obniżkę w tak niepewnym otoczeniu. Rosnące ceny energii oznaczają bowiem potencjalną presję inflacyjną, a to jeden z głównych czynników, który bank centralny musi brać pod uwagę przy kształtowaniu polityki pieniężnej.
Jeszcze do piątku 27 lutego rynek był niemal pewny redukcji stóp o 0,25 pkt proc. W kolejnych dniach prognozy zaczęły się jednak zmieniać. Część analityków wskazywała, że w obliczu ryzyka wzrostu inflacji Rada może zdecydować się na pauzę. Takie głosy pojawiły się m.in. w analizach zespołu mBank Research.
Nie wszyscy ekonomiści podzielali jednak te obawy. Analitycy Banku Pekao podtrzymywali swoją wcześniejszą prognozę, zakładającą obniżkę stóp już w marcu. Ostatecznie konsensus prognoz wciąż wskazywał, że taki scenariusz pozostaje najbardziej prawdopodobny.
Rada Polityki Pieniężnej potwierdziła te przewidywania. W środę ogłoszono decyzję o obniżeniu wszystkich podstawowych stóp procentowych NBP o 0,25 pkt proc.
Po zmianie główna stopa referencyjna wynosi 3,75 proc. w skali roku. Stopa lombardowa została obniżona do 4,25 proc., depozytowa do 3,25 proc., redyskontowa weksli do 3,80 proc., a dyskontowa do 3,85 proc. Uchwała zacznie obowiązywać od 5 marca 2026 r., natomiast kolejne posiedzenie Rady zaplanowano na 8–9 kwietnia.
Decyzja banku centralnego oznacza ulgę dla wielu kredytobiorców, choć część spadku rat była już wcześniej widoczna na rynku. Jak zwraca uwagę Jarosław Sadowski, dyrektor departamentu analiz Rankomatu, nawet bez decyzji RPP raty kredytów hipotecznych zaczęłyby maleć dzięki spadkowi stawek WIBOR.
Według jego wyliczeń sama styczniowa obniżka stóp zmniejszyła miesięczną ratę kredytu hipotecznego na 500 tys. zł zaciągniętego na 30 lat o około 80 zł – z 2998 zł do 2918 zł.
Jeszcze większy efekt przynosi jednak spadek rynkowych stawek. WIBOR 6M spadł już do poziomu około 3,7 proc., co oznacza, że po najbliższej aktualizacji oprocentowania rata takiego kredytu może być niższa nawet o 351 zł miesięcznie. W porównaniu ze styczniem 2025 r. oznacza to spadek raty o niemal 700 zł.
Nieco mniejszą ulgę odczują osoby, których kredyty oparte są na stawce WIBOR 3M. W ich przypadku rata może spaść o około 125 zł względem dotychczasowego poziomu.
Spadające oprocentowanie kredytów przekłada się także na poprawę zdolności kredytowej. Dla przykładowej pary osiągającej łącznie 12 tys. zł netto miesięcznie maksymalna dostępna kwota finansowania wzrośnie o około 25 tys. zł. Jeśli w kolejnych miesiącach stopa referencyjna spadnie nawet do 3 proc., wzrost zdolności kredytowej może sięgnąć aż 280 tys. zł w porównaniu z początkiem 2025 r.
Największą niewiadomą pozostaje jednak rozwój sytuacji geopolitycznej. Konflikt wokół Iranu już zdążył poważnie zaburzyć prognozy inflacyjne w wielu krajach.
Europa jest w dużym stopniu uzależniona od importu gazu, a jego ceny wprost przekładają się na koszty energii elektrycznej. 3 marca cena gazu na europejskich rynkach osiągnęła poziom 62 euro za megawatogodzinę – niemal dwukrotnie więcej niż jeszcze kilka dni wcześniej, przed eskalacją konfliktu.
Polska również odczuwa wrażliwość na zmiany cen tego surowca. Choć krajowy miks energetyczny wciąż opiera się głównie na węglu, energetyka gazowa odgrywa coraz większą rolę. W tym roku odpowiadała już za około 16 proc. energii w systemie.
Skok cen gazu przełożył się także na wyższe ceny energii elektrycznej w Polsce, choć wzrost był mniejszy niż w krajach takich jak Niemcy, Włochy czy Wielka Brytania.
Na rynkach pojawiły się jednak również sygnały mogące wskazywać na możliwe złagodzenie napięcia. Informacje medialne o tym, że Iran miał pytać o warunki ewentualnego pokoju, doprowadziły w środę do spadku cen ropy i gazu. Na razie są to jednak doniesienia nieoficjalne, a sytuacja pozostaje bardzo niestabilna.
Jeżeli jednak doszłoby do rozmów pokojowych i deeskalacji konfliktu, wpływ obecnego szoku energetycznego na inflację mógłby okazać się jedynie przejściowy. To właśnie rozwój wydarzeń na Bliskim Wschodzie będzie w najbliższych miesiącach jednym z kluczowych czynników, które zdecydują o dalszych decyzjach Rady Polityki Pieniężnej.







