W pierwszym kwartale 2026 r. sprzedaż mieszkań w siedmiu największych metropoliach wzrosła o 19 proc. rok do roku. Deweloperzy jednocześnie ograniczyli nową podaż o jedną czwartą, co napędza wzrost cen — najsilniejszy w Warszawie.
Pierwsze trzy miesiące 2026 roku przyniosły wyraźne ożywienie na rynku pierwotnym. Deweloperzy działający w siedmiu największych aglomeracjach sprzedali łącznie ok. 14,8 tys. mieszkań — o 17 proc. więcej niż w poprzednim kwartale i o 19 proc. więcej niż rok wcześniej.
Szczególnie wyróżniała się Warszawa, gdzie znalazło nabywców ok. 4,9 tys. lokali — o blisko jedną trzecią więcej niż w Q1 2025. Silne wzrosty odnotowały też Wrocław (+25 proc.), Łódź (+24 proc.) i Kraków (+21 proc.). Jedynie Poznań pozostawał w stagnacji, choć dane z samego marca wskazują na stopniową odbudowę popytu.
Strona podażowa rysuje zupełnie inny obraz. Deweloperzy wprowadzili do sprzedaży zaledwie 11,8 tys. nowych lokali — o 8 proc. mniej kwartał do kwartału i aż o 25 proc. mniej rok do roku. Najgłębsze cięcia podaży odnotowano w Łodzi (−55 proc. r/r), Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (−48 proc.) i Poznaniu (−39 proc.).
Dysproporcja między popytem a podażą znalazła odzwierciedlenie w kurczących się ofertach. Na koniec marca liczba dostępnych mieszkań spadła w Warszawie o 4 proc. do 16,8 tys., w Łodzi o 5 proc. do 11,3 tys. i we Wrocławiu o 2 proc. do ok. 10 tys. Wzrost oferty odnotowały jedynie Kraków (+7 proc.) i Trójmiasto (+1 proc.).
Efekt cenowy jest już wyraźnie widoczny. W Warszawie średnia cena metra kwadratowego wzrosła w pierwszym kwartale o 7 proc., osiągając poziom 19 600 zł. W Krakowie i Poznaniu wzrost wyniósł po 2 proc., we Wrocławiu i Trójmieście po 1 proc. Stabilizację odnotowały Łódź i konurbacja górnośląska.
Eksperci wskazują, że Warszawa weszła już w fazę rynku sprzedającego — sytuacji, w której kupujący musi dostosować się do warunków dyktowanych przez oferujących. W pozostałych metropoliach kupujący zachowują jeszcze relatywnie silną pozycję negocjacyjną, choć i ona stopniowo słabnie. Główne ryzyko dla dalszego ożywienia to ewentualne podwyżki stóp procentowych, które bezpośrednio uderzyłyby w zdolność kredytową i tym samym w popyt.









