Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej, ogłosiła w sobotę na platformie X przełomowe dane dotyczące dostępności mieszkaniowej w Polsce.
Jej zdaniem, po raz pierwszy od wielu lat wzrost przeciętnych pensji przewyższa tempo wzrostu cen nieruchomości, co czyni zakup własnego „M” coraz bardziej realnym marzeniem dla przeciętnego Kowalskiego.
„Zebraliśmy dane i jest twardy dowód – od roku pensje rosną szybciej niż ceny mieszkań” – napisała minister. Wskazała, że wskaźnik „dostępności cenowej” obliczany jako relacja średniej ceny transakcyjnej za metr kwadratowy mieszkań do średniego brutto wynagrodzenia w danym województwie, systematycznie rośnie od II kwartału 2024 r., osiągając wzrosty od 7% do nawet 19% w wybranych miastach.
W swoich wpisach na X Pełczyńska-Nałęcz przedstawiła wykresy ilustrujące ten trend na przykładzie Warszawy, Krakowa, Lublina oraz Szczecina. Podkreśliła, że bez zdecydowanych działań rządu – takich jak likwidacja programu kredytu 0% oraz zaostrzenie przepisów dotyczących funduszy REIT, a także wprowadzenie ustawy o jawności cen mieszkań – efekt ten nie byłby możliwy.
Eksperci z rynku nieruchomości potwierdzają słowa minister. Marcin Drogomirecki ze Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami w Warszawie zwraca uwagę na długofalowy charakter tej poprawy: „Zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym relacja ceny metra kwadratowego do średniego wynagrodzenia od wielu miesięcy się poprawia, co oznacza, że za średnią pensję z każdym miesiącem możemy kupić coraz więcej metrów kwadratowych mieszkania.”
Drogomirecki wyjaśnia, że zakończenie programu kredytu 0% oraz stopniowy spadek stóp procentowych obniżają koszt finansowania nieruchomości, a jednocześnie schłodzone wcześniej nienaturalne „napędzanie” popytu umożliwiło wzrost podaży. „W efekcie mamy większą elastyczność sprzedających i szeroki wybór ofert” – dodaje ekspert.
Z niepokojem, ale i umiarkowanym optymizmem analitycy patrzą w przyszłość. Według Drogomireckiego trend stabilizacji rynku powinien się utrzymać, choć nigdy nie wiadomo, jaki wpływ na ceny i popyt mogą mieć nagłe zmiany w sektorze finansowym czy światowej gospodarce.
Największe korzyści odczuwają mniejsze ośrodki, gdzie ceny przez ostatnie lata nie urosły tak gwałtownie jak w stolicach województw. W Olsztynie, Lublinie czy Katowicach wskaźnik dostępności mieszkań wzrósł najwyraźniej, co może przyciągać nowe grupy nabywców i inwestorów.
Dane Otodom Analitycs potwierdzają zwiększoną ofertę: w pierwszych pięciu miesiącach 2025 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży 20,9 tys. mieszkań, podczas gdy nabywcy kupili 15,3 tys., co doprowadziło do zgromadzenia blisko 62 tys. lokali dostępnych na siedmiu największych rynkach.
Jednak popyt już zdążył odczuć ochłodzenie. Sprzedaż nowych mieszkań w czerwcu spadła o 8,7% w porównaniu do maja, a ceny utrzymały się na poziomie podobnym do tego z ostatnich dwóch miesięcy – mimo że rok do roku są wyższe o 6,1%. W raportach GetHome.pl wskazano, że po majowej stabilizacji w czerwcu oferty na rynku wtórnym zmniejszyły się we wszystkich metropoliach: najbardziej w Warszawie i Poznaniu (po 5%), a najmniej w Trójmieście (1%).
Co istotne, w Warszawie i Krakowie średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki spada już od roku – obecnie jest o 4% niższa niż rok temu. Z kolei w Trójmieście ceny wzrosły o 4%, w Poznaniu pozostały bez zmian, a w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i Łodzi poszły w górę o 2%, natomiast we Wrocławiu o 1%.
Eksperci podkreślają, że rynek – choć nadal wrażliwy na czynniki makroekonomiczne – zdaje się zmierzać ku zdrowej równowadze. Rosnące wynagrodzenia, kontrola podaży i transparentność cenowa to filary, które mogą zapewnić stabilność i dostępność mieszkań dla Polaków w najbliższych latach.









